sobota, 7 czerwca 2014

Rozdział X


Violetta


Jestem już gotowa. To ważny dzień dla mojego taty, dlatego wybrałam specjalną sukienkę. Było ciężko ale w końcu wybrałam tą jedyną i to jeszcze z szafy mamy.Jest piękna. Ma dla mnie duże znaczenie, bo jest ze mną cząstka mamy. Wypsikałam się moimi ulubionymi perfumami i poprawiłam fryzurę. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi.
Właśnie schodziłam ze schodów.

-Violetta, chodź. Państwo Verdas już przyszli. -moment, czy mi się wydawało, czy on powiedział Verdas ?! Nie mogę w to uwierzyć. Zeszłam ze schodów i zauważyłam Esmeraldę i Jacoba, rodziców Leona. Kiedy znalazłam się przy drzwiach, wszedł on. Aż mi zabrakło powietrza.
-Violetta, jak ty wyrosłaś. Nie wierzę, jesteś zdumiewająco podobna do Marii. -lekko się uśmiechnęłam i przywitałam z rodzicami mojego przyjaciela. Byli bardzo elegancko ubrani, zresztą jak zawsze. Obróciłam się lekko w lewo i dostrzegłam jego. Szatyn o śnieżnobiałym uśmiechu i szmaragdowych oczach.
-Cześć. -niepewnie do niego podeszłam
-Cześć. -chyba on też nie został powiadomiony do kogo się wybiera w gościnę. Lekko się uśmiechnął i pocałował mnie w policzek na powitanie.
-Zaskoczeni ? -zapytał mój ojciec, a my niepewnie kiwnęliśmy głowami na tak. -No to już wiecie, a teraz zapraszam do stołu, kolacja podana.
Wszyscy udaliśmy się do jadalni. Na moje szczęście lub nieszczęście siedzę na przeciwko Leona. Co jakiś czas na siebie zerkaliśmy. Nie obyło się oczywiści bez wspominania.
-Pamiętam, jak dawniej nie roztawaliści się na krok. Wszystko robiliście razem. Tacy mali i taka przyjaźń.
-Tak, to prawda, nawet razem chorowali.- trochę mi się smutno zrobiło, bo przypomniałam sobie jak on wyjechał i mnie zostawił. Na moje szczęści mój tata zmienił temat.
-A jak Rodrigo ?
-Spokojnie, nikogo już nie skrzywdzi.- o kogo im chodzi?
-Teraz już siedzi w więzieniu, my, nasi najbliżsi jesteśmy bezpieczni, firmie już nic nie zagraża.- więc chodzi o wujka Leona, już wszystko jasne.
-Violetta, Leon, macie może już piosenkę na moje zajęcia ?
-Y...my, no ...my jeszcze nic nie mamy.
-Jaką piosenkę ? -zaciekawiła się Esmeralda, a Angie zaczęła jej wszystko tłumaczyć .
-Ochh, wspaniale. A może nam coś zaśpiewacie ?
-Vilu, to może zaśpiewasz "En mi mundo", a ja będę grał na pianinie.
-Ale ty też coś zaśpiewasz, np to co grałeś rano ? 

-Yyy...-nerwowo podrapał się po głowie -No bo to jeszcze nie jest skończone.
-No dobra. -Leon zaczął grać a ja śpiewać. Tak dobrze mi się śpiewało. Cały czas patrzyłam na Leona a on na mnie.

Kiedy zostały mi już ostatnie 2 wersy, Verdas wstał od pianina, chwycił mnie za dłoń i kręcił wokół własnej osi. Myślę, że było dobrze.
-Brawo, to było wspaniałe. Jak już napiszecie ten duet to koniecznie chcę go usłyszeć.
-Ja również. -Ta, German i Jacob krzyknęli w tym samym momencie.
-To co drogie panie, porwiemy wam na jakiś czas Leona i idziemy do gabinetu. Chyba nie macie nic przeciwko ? - i w tym momencie wszystkie oczy skierowały się na mnie, po czym mężczyźni wyszli, a ja zostałam sama z Angie i Esmeraldą na kanapie.

-Violu ?
-Tak ?
-Jak ci się układa z moim synem ?
-Bardzo dobrze, przyjaźnimy się.
-To wspaniale, baliśmy się, że nie uda wam się dogadać.
-Jest już dobrze, nawet bardzo dobrze.
-Teraz mi się przypomniało, jak byliście mali i udawaliście małżeństwo, to było takie słodkie i śmieszne.
-HAHAHAHHAHAHAA, masz racje Esme, Violetta udawała damę a Leon eleganta. - i znowu się zaczęło. Echh..., ale cieszę się bo Angie i Esmeralda naprawdę się ze sobą zżyły. "Bo kiedyś oni ...." i co chwilę jakaś wspominka. 


-Ty i Leon naprawdę do siebie pasujecie, chciała bym, żebyś to ty była moją synową.
-A my byłybyśmy rodziną. -co?! Czy one żartują?! Już małżeństwo, planują, a my nawet nie jesteśmy razem. Spuściłam głowę w dół. To był dla mnie trochę kompromitujący temat. Co im powiem ? Macie rację ?
-O czym rozmawiacie ? -o nie, nie, nie! Tylko nie on. Spojrzał na mnie pytająco a ja odwróciłam głowę w przeciwną stronę.
-O was. -oznajmiła Esmeralda, a Leon zrobił to samo co ja. Powstała krępująca atmosfera, którą przerwał mój tata.
-Violetta, może pójdziesz z Leonem do ciebie do pokoju, albo na ogród ?
-German ma racje, z nami będziecie się nudzić, a tak to może piosenkę napiszecie. -wstaliśmy z kanapy i weszliśmy na schody. Już miałam otworzyć drzwi od mojego pokoju, kiedy się potknęłam. ..



Jacob

Wspaniała kolacją, tak naprawdę to tylko pretekst z tą firmą. Dokumenty mamy już od jakiegoś czasu podpisane. Chcemy do siebie zbliżyć nasze dzieci.
-To co, zakładzik?
-Okej, co tym razem ? 


-To może o związek naszych dzieci, w końcu nasze dzieci będą razem. Mój synuś to pies na baby, Violetta musi się w nim zakochać, zresztą jej też nic nie brakuję. Po prostu chodzący ideał, czyli powstanie para perfekcyjna. Jestem tego na 100% pewny.
-O niee, nie, nie. Moja córeczka nie zostawi tatusia. Co to, to nie!
-Leon tak ją oczaruje, że nawet nie zobaczysz kiedy. A może już to zrobił.
-Oj mylisz się Jacobie,jeśli przegrasz, to będziesz przez tydzień chodził do biura w piżamie. 

-Dobra, ale jeśli ja wygram to ty będziesz chodził  w piżamie i do tego tych pięknych kapciach króliczkach.
-Mamy tydzień, zgoda ?
-Zgoda!
_____________________________________________________________


Przepraszam, że dopiero teraz, ale mam pełno nauki. Jutro dodam coś nowego a w przyszłym tygodniu niespodzianka.
Trzymajcie się, do następnego :D

                                                ~DESTINO


1 komentarz:

  1. Świetny rozdział :)
    Zakładzik... hehe :D
    czekam na next i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń