niedziela, 25 maja 2014

Rozdział VIII


Violetta

Właśnie wchodziłam do studio. Będąc już w środku, usłyszałam jak ktoś rozmawia przy szafkach. Usłyszałam dwa bardzo dobrze znane mi głosy, Leon i Andres. Może to nie ładnie, ale byłam ciekawa o czym rozmawiają.
-Rozmawiałeś z nią ?
-Próbowałem, ale nie dała mi dojść do słowa. Gdyby ona poznała prawdę to może by mi wybaczyła, ale jak na razie nie chce mnie widzieć, a co dopiero rozmawiać. Wiesz dobrze, że ten wyjazd to nie moja wina. Co mogłem poradzić, sam nawet o nim nie wiedziałem. Brat mojego ojca, wpakował się w jakieś lewe interesy z mafią, wkręcił ich do rodzinnej firmy. Wszystko robił w niewiedzy mojego ojca, stał się taki jak on.
Musieliśmy się wyprowadzić, bo kiedy moi rodzice się zorientowali było już późno. Wszystko przejeli a nam i naszym bliskim groziło niebezpieczeństwo. To była konieczność. Nawet jej mogła grozić śmierć, bo w końcu to jej rodzina była nam najbliższa. Ja nawet o niczym nie wiedziałem, wróciłem do domu, a moi rodzice kazali mi iść do samochodu, walizki spakowane, dom szczelnie pozamykany... z początku myślałem, że to tylko wakacje. Chciałem iść się pożegnać, ale nie mogłem. Po jakimś czasie wszystko mi wytłumaczyli. W końcu wujka i jego wspólników zamknęli w więzieniu. Kiedy wróciliśmy, jej już nie było. Tęskniłem za nią, nie wychodziłem z domu. To było straszne. Któregoś dnia do mojego domu przyszła znajoma mojej mamy z córką, Ludmiłą. Szybko złapaliśmy dobry kontakt, pomagała mi się ogarnąć, ale już nie tym samym Leonem tryskającym radością, który zawsze był uśmiechnięty. To ona zmieniła mnie w aroganta z sercem jak z lody. A to wszystko dlatego, że tak cholernie mi jej brakowało. Starałem się zapomnieć.
-Leon, ja nie wiem co powiedzieć, ale chyba najlepiej będzie, jak dasz jej czas. -powiedziała Camilla, która dołączyła w trakcie tego opowiadania razem z Maxim i Fran. A więc oni rozmawiali o mnie.
-Właśnie, Cami ma rację, po za tym najważniejsze jest to, że się zmieniłeś, i zrobiłeś to dla niej. -powiedział Maxi a mi poleciała łza po policzku.
-Macie rację, dziękuję, że tak mi pomagacie.
-Od tego są przyjaciele. -stwierdziła Fran
- A właśnie, widzieliście gdzieś Violę ?
- Nie, niestety. Chodźcie na zajęcia bo się spóźnimy. -oznajmiła Cami, a ja nadal stałam w miejscu i nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Nie dałam mu dojść do słowa, jestem kretynką. Po chwili się ocknęłam i niepewnym krokiem weszłam do sali, w której miały odbywać się zajęcia z Angie.
-Posłuchajcie, dzisiaj losowo dobiorę was w pary. -moja ciocia napisała na kartkach imiona wszystkich obecnych na zajęciach. -Maxi, pożycz czapkę. Losowanie ma wyglądać tak, że dzisiaj to chłopacy wylosują imię swojej partnerki. To co zaczynamy. -każdy chłopak losował imię dziewczyny.
-Tomas, kogo masz?
-Ludmiła. 
- A ty Marco ? 
-Ja mam Fran
-Brodway ?
-Camilla
-No dobrze i Leon  ?
-Violetta. -no super, jeszcze muszę z nim pracować, może chociaż uda mi się z nim pogadać.
-No dobrze, został nam Andres i Diego, więc wy napiszecie wspólną piosenkę. Waszym zadaniem, jest napisanie piosenki, która wyrazi wasze uczucia, emocje, do przyszłego poniedziałku macie czas. Na dzisiaj wam dziękuję. -po tych słowach Angie i reszta uczniów wyszła z sali. Został tylko Leon, który grał coś na gitarze, uznałam, że to dobry moment.
-Leon ...-powiedziałam dosyć nieśmiało
-Jeśli chodzi ci o próby, to możemy się spotkać jutro po lekcjach, oczywiście jeśli masz czas.-powiedział to bez żadnych emocji, nawet na mnie nie spojrzał ,
-Leon, nie o to chodzi, ja chciałabym cię ...przeprosić, to wszystko moja wina.
-Nie rozumiem, za co ty mnie przepraszasz, raczej to ja powinienem to zrobić.
-Usłyszałam dzisiaj waszą rozmowę przed lekcjami, ja nie wiedziałam, wczoraj nie dałam ci dojść do słowa, przepraszam.
-Vilu, ty nie wiedziałaś. To ja się podle zachowałem, jak mogłem wgl tak powiedzieć. Nawet nie wiem jak ja mogłem być taki arogancki, wredny i bezduszny. To ja cię przepraszam. - spojrzałam na niego, widać, że żałuje. Nastała niezręczna cisza, którą przerwał Verdas.
-Wybaczysz mi ?
-Jeśli chcesz się ze mną przyjaźnić, to tak. -powiedziałam z uśmiechem na twarzy. W tym momencie, Leoś do mnie podszedł i mocno przytulił. Byłam szczęśliwa. Mocno się w niego wtuliłam. Brakowało mi tego. Jedna mała łza poleciała mi po policzku. Pierwszy raz od 7 lat mogę się do niego przytulić. Brunet to natychmiast zauważył i delikatnie mi ją otarł.
-Proszę cię, nie płacz. Obiecuję, że będę tym samym Leonem co dawniej i nikt ani nic nie zniszczy naszej przyjaźni.

-Obiecujesz ?
-Obiecuję. -teraz to ja go przytuliłam.
-Vilu, mam pytanie. -powiedział Leon gdy byliśmy jeszcze w siebie wtuleni
-Tak ?
-Czy piosenka, którą śpiewałaś na przesłuchaniu to "En mi mundo" ?
-Tak, to moja ulubiona piosenka.
-Pamiętam, jak twoja mama pisała w twoim zeszycie tekst. Zawsze nam pomagała.
-To prawda, ale nie przypuszczałam, że będziesz to pamiętał.
-Pamiętam wszystkie nasze wspólne chwile, o tobie nigdy nie mógłbym zapomnieć. A no właśnie, mam coś dla ciebie. Zamknij oczy. -zrobiłam, tak jak mnie o to poprosił mój przyjaciel. Po chwili na mojej szyi poczułam coś zimnego.
-Otwórz oczy.
-Nie wierze, znalazłeś go. Dziękuję. -tym razem do niego podeszłam i pocałowałam w policzek. Leon się tylko uśmiechnął, zresztą tak jak ja. Razem w dobrych nastrojach poszliśmy poszukać naszych przyjaciół, żeby udać się na lekcje. Mimo ciężkich zajęć z Gregorio, dalej byliśmy w fantastycznym humorze. Po lekcjach wszyscy poszliśmy do Resto, żeby uczcić naszą przyjaźń, bo mam najlepszych przyjaciół na całym świecie. Bardzo dobrze nam się rozmawiało. Straciliśmy poczucie czasu i nawet nie zauważyliśmy, że robi się już późno. Nagle zadzwonił mój telefon.
-Halo...tak, za chwilę będę...dobrze...jest w porządku...tak...do zobaczenia. -skończyłam rozmawiać przez telefon i wróciłam do przyjaciół -Słuchajcie, bardzo was przepraszam, ale muszę już iść bo jest późno.
-A faktycznie, to my też idziemy. -stwierdziła Cami. Wszyscy wyszliśmy z Resto i się pożegnaliśmy.
-Vilu, czekaj, odprowadzę cię, w końcu znów jesteśmy sąsiadami. -zgodziłam się, wszyscy poszli w prawo, a my  z Leonem poszliśmy w lewo. Całą drogę się śmialiśmy, wygłupialiśmy i wspominaliśmy, jak byliśmy dziećmi. Nie raz się psociliśmy naszym rodzicom i gosposią. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się pod moim domem.
-Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. To co, jutro próba przed lekcjami ?
-Dla mnie to czysta przyjemność. No to widzimy się przed lekcjami. -podszedł do mnie i pocałował w policzek -Dobranoc Vilu
-Dobranoc Leoś. -tak, mój dawny Leon powrócił, kiedy zniknął mi z pola widzenia, złapałam się za miejsce, gdzie mnie przed chwilą pocałował. Z uśmiechem na twarzy weszłam do domu. Zjadłam kolację, porozmawiałam z Angie i z tatą i poszłam do swojego pokoju.


"Dzisiaj był wspaniały dzień. Odzyskałam bardzo ważną osobę w moim życiu, mam wspaniałych przyjaciół, rodzinę, która mnie kocha. Dzięki nim uśmiech z mojej twarzy nie schodzi. Chcę, żeby było już tak zawsze. Jutro czeka mnie kolejny dzień w Studio 21 i próba z Leonem. Mam nadzieję, że dotrzyma obietnicy i naszej przyjaźni nikt, ani nic nie zniszczy ..."

Po wykonaniu wpisu do moje pamiętnika, położyłam się spać. Muszę być wypoczęta, bo jutro zapowiada się długi, ale na pewno równie wspaniały dzień jak dzisiaj.


________________________________________________________
Przepraszam, że tak późno, ale wcześniej nie mogłam. Mam nadzieję, że będzie wam się podobało, dzisiaj całkiem długi rozdział, tylko z punktu widzenia Violetty.
Kolejny rozdział najpóźniej pojawi się we wtorek.
Miłego czytania i zapraszam do komentowania i głosowania w ankiecie. Dobranoc ♥
                                                                                         ~DESTINO

środa, 21 maja 2014

Rozdział VII


Leon

Pora na zmiany. Leon come back. Ehh, za dużo czasu spędzam z Ludmiłą. Właśnie idę się z nią spotkać.
-Leon skarbie, co tak długo. Taka gwiazda jak ja nie może czekać.
-Ludmiła, jest równo 16, ile ty czekałaś ...2 sekundy ?
-To za długo, mów o co chodzi, bo zaraz się do fryzjera spóźnię. -My nie możemy być razem, zmieniłem się, ty się zmieniłaś.
-Co ty wygadujesz ?
-To co słyszysz, nie kocham cię, a ty mnie. Nie widzę sensu, żebyśmy dalej to ciągnęli.
-Ale Leon ty nie możesz mnie zostawić, ze supernovą się nie zrywa. To bez to beztalencie, taak ?
-Nie. Robię to dla własnego dobra i nie mów tak o Violettcie.
-Wczoraj ją poniżałeś, a dzisiaj bronisz. Zastanów się co robisz Verdas, beze mnie będziesz nikim.
-O mnie się nie martw, wolę być nikim niż twoim niewolnikiem, po za tym ja chcę wszystko naprawić.
-Chyba żartujesz, ty jesteś taki sam jak ja. Nie zniżysz się do poziomu tej biedoty.
-I tu się mylisz, może wreszcie będę szczęśliwy.
-Jeszcze tego pożałujesz, ty i ta twoja Violetta. - po tych słowach odeszłem. Pomyśleć, że ja byłem taki jak ona. Chyba byłem zaślepiony, ale od teraz zacznę nowy rozdział w życiu.


Ludmiła

Co on sobie w ogóle wyobraża, he ? Zostawia mnie dla tej dziewuchy. Pożałuje tego, już ja się o to postaram. To ja tu jestem gwiazdą., o mnie się nie zapomina.
-Naty, dzwoń do Tomiego? -wyciągnęłam telefon z mojej torebki i wybrałam numer to kruczoczarnej przyjaciółki
-Halo, Ludmi, po co ci Tomas ?
-Nie ważne, przyjdźcie do parku o 17, pora zacząć zabawę. -rozłączyłam się i ruszyłam na wizytę do fryzjera. Niech oni nie myślą, że wygrają z taką supernovą, jak ja. Każdy mnie wręcz ubustwia, w końcu jestem najlepsza.



Leon


Poszedłem do Resto i od razu dostrzegłem grupkę przyjaciół. Niepewnie do nich podszedłem i zacząłem moją przemowę.
-Hej.-wszystkie oczy zostały skierowane na mnie, ale kontynuowałem -Wiem, że pewnie nie chcecie mnie znać, ale chcę żebyście mnie chociaż przez chwilę wysłuchali. Razem z Ludmiłą traktowałem was okropnie, ciągle się z was naśmiewałem, upokarzałem, krytykowałem i wiele więcej. Dopiero teraz spostrzegłem, jaki jestem arogancki i wredny w stosunku do was. Tyle razy o was mówiłem  źle, ale to już koniec, bynajmniej z mojej strony.Wiem, że to pewnie nie zmieni naszych relacji, ale ja was na prawdę ogromnie przepraszam. To na tyle, więc do zobaczenia w Studio. -już miałem wychodzić, kiedy ktoś mnie zatrzymał
-Leon, poczekaj! ...To miłe co mówisz. Fajnie, że chcesz się zmienić. Może zostaniesz z nami ? -zapytała Fran, a ja nie mogłem w to wszystko uwierzyć.
-Właśnie, Francesca ma rację, zostań z nami.
-Tak Leon, to dobrze, że widzisz swoje błędy, a po za tym chętnie się z tobą zaprzyjaźnimy. Każdy zasługuje na drugą szansę. -powiedziała Cami, a mi się zrobiło lżej na sercu
-Dziękuję, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Chętnie bym z wami został, ale muszę jeszcze z kimś porozmawiać.


Violetta





Siedzę właśnie w parku na ławce i wpatruję się w staw. Było już tak dobrze, a jest źle. Sama nie wiem co się ze mną dzieje. Nagle moje przemyślenia ktoś przerwał, delikatnie dotykając mnie w ramie.
-Zawsze tutaj przychodziłaś, kiedy miałaś gorszy dzień, byłaś smutna lub ....się pokłóciliśmy. -powiedział mi doskonale znany głos
-Leon, co ty tutaj robisz?
-Vilu, wysłuchaj mnie. Ja naprawdę żałuję, że cię tak skrzywdziłem. Chcę cię przeprosić i zacząć wszystko na nowo. ...Uwierz mi, ja naprawdę chcę się zmienić. Zerwałem z Ludmiłą, odszedłem z jej paczki i co najlepsze, zaprzyjaźniłem się z twoimi, teraz już też moim przyjaciółmi. Proszę cię, wybacz mi. Wiem, że to wszystko wymaga czasu, ale będę czekał, bo nie chcę stracić takiej wspaniałej przyjaciółki jak ty. Nie oczekuję, że od razu mi zaufasz, ale chociaż nie udawaj, że mnie nie znasz.
-To nie pierwszy raz, kiedy się na tobie zawiodłam Leon. Myślałam, że mówimy sobie o wszystkim, byłeś dla mnie jak brat. Kiedy przyszłam po ciebie do domu i nikt mi nie otworzył. Wyjechałeś tak z dnia na dzień, bez pożegnania. Przez długi czas, łudziłam się, że wrócisz, baz przerwy płakałam, cholernie za tobą tęskniłam, a ty nie dawałeś znaków życia. Czułam się oszukana.
Po jakimś czasie i my się wyprowadziliśmy. Z nikim się nie zaprzyjaźniłam, bo bałam się, że znowu zostanę skrzywdzona. Nagle się pojawiasz w moim życiu i najpierw ranisz a potem przepraszasz. ...muszę to przemyśleć. I nie mów do mnie 'vilu', tak mówił tylko mój przyjaciel Leon, ale jego już niema.
-Violetta, daj mi to wytłumaczyć. - nie słuchałam, tylko cała zapłakana pobiegłam do domu. Najdziwniejsze jest to, że ja mu chcę wybaczyć, ale nie potrafię. Kiedy go zobaczyłam i ten błysk w oczach, zapomniałam o  wszystkim. Zawsze tak się przy nim czułam, ...taka kochana. Ale wyjechał, zmienił się i jest podłym arogantem. To nie jest ten Leon, którego ja znałam.

wtorek, 20 maja 2014

Mam wrażenie, że czytelników jest coraz mniej i to mnie smuci. Naprawdę się staram, ale jak widać opowiadanie się nie podoba. Bardzo mi zależy na opiniach, więc jeśli ktoś czyta moje rozdziały to niech zostawi po sobie ślad w postaci komentarza. Dodałam ankietę, więc zapraszam do głosowani.
Nowy rozdział pojawi się jutro, ze względu na małą liczbę wyświetleń  pod poprzednim postem.
Dziękuję wszystkim tym, co odwiedzają mojego bloga i zapraszam nowe osoby do czytania.
                                                                                                                     ~DESTINO .

niedziela, 18 maja 2014

Rozdział VI

Leon


-Leon, a ty dokąd ? - nic nie powiedziałem, tylko wyszedłem ze szkoły. Jakim ja jestem kretynem. Skrzywdziłem ją, a obiecywałem, że nigdy tego nie zrobię. Ruszyłem w stronę parku. Zawsze tam chodziłem, kiedy miałem gorsze chwile, chciałem pobyć sam czy też dręczyły mnie jakieś problemy. Nie było to zwykłe miejsce, była tam pewna biała, drewniana ławka, moja i Vilu. Będąc już na miejscu, powoli podszedłem do ławki dotykając ją opuszkami swoich palców i delikatnie na niej usiadłem. W pewnym momencie dostrzegłem na niej coś świecącego. Jak się okazało, był to naszyjnik. Ostrożnie go wziąłem i dokładnie mu się przyjrzałem.
'-Vilu, mam coś dla ciebie.
-Dla mnie ? -dziewczyna była lekko zdziwiona.
-A widzisz tutaj drugą Violettę ? -dziewczyna nic nie powiedziała, tylko się szeroko uśmiechnęła -No więc z okazji twoich dziesiątych urodzin, mam dla ciebie ten naszyjnik. Niech to będzie znak naszej przyjaźni. Pamiętaj, jesteś dla mnie najważniejsza i nie pozwolę, żeby cię ktoś skrzywdził, albo nas rozdzielił.
-Leoś, on jest cudowny. Zawsze będę go nosiła, bo będzie mi przypominał ciebie. Obiecaj, że mnie nigdy nie skrzywdzisz, zawsze przy mnie będziesz. Przyjaciele na zawsze.
-Na zawsze, obiecuję.'
Chłopacy nie płaczą, ale momentalnie zaszkliły mi się oczy. Jestem okropny, złamałem obietnicę, a co gorsze ją skrzywdziłem. Schowałem wisiorek do kieszeni i ruszyłem do domu.



Violetta

Po wybiegnięciu ze Studia, udałam się do parku. Dawniej codziennie ty przebywałam. Podbiegłam do tak wiele dla mnie znaczącej ławki, zerwałam naszyjnik i pobiegłam do domu.
Cała zapłakana wtargnęłam do kuchni i szybko przemknęłam do mojego pokoju. Podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej wielki, różowy karton. Były tam wszystkie zdjęcia moje i Verdasa. Każdemu się dokładnie przyjrzałam, z każdym z nich wiązało się jakieś wspomnienie. Wstałam z podłogi i wyciągnęłam z szuflady klucz.
Właśnie w takich chwilach brakuje mi mamy, dlatego poszłam na strych. Zaczęłam czytać jej pamiętnik. Opisywała w nim wszystkie najważniejsze wydarzenia z mojego życia. Znalazłam też kilka wpisów z Leonem. Tak się wciągnęłam, że straciłam poczucie czasu. Nagle drzwi się otworzyły.
-Viola, wiem, że ci ciężko. Dziewczyny mi wszystko powiedziały.
-To nie jest takie łatwe, to nie jest zwykły uczeń studia, to nie jest zwykły Leon, ...to jest mój Leon. - w tym momencie podałam mojej cioci zdjęcie, które przedstawiało mnie i niegdyś mojego najlepszego przyjaciela. Ona do mnie podeszła i mocno przytuliła. Za to ją kocham. -Dziękuję, zawsze mogę na ciebie liczyć.
-Nie smuć się, zobaczysz, jeszcze wszystko się ułoży, a jak na razie powinnaś się cieszyć, bo się dostałaś do  Studio 21.-Masz rację, dziękuję. -kolejny raz tego dnia się przytuliłam do mojej cioci i poszłam do mojego pokoju. Ten dzień był dla mnie naprawdę ciężki. Wykąpałam się i zrobiłam wpis do mojego pamiętnika. W między czasie przyszedł mój tata i przyniósł mi kolacje. Angie wszystko mu opowiedziała, wiec on bez słowa do mnie podszedł, przytulił i ucałował w policzek na dobranoc. Jutro ważny dzień, bo w końcu pierwszy dzień w studio, więc muszę odpocząć.







Rano wstałam, wykonałam poranne czynności i udałam się do szkoły. Dziewczyny naprawdę się o mnie martwiły, bo miałam od nich pełno nie odebranych połączeń. Wiedziałam, że mogę im zaufać, opowiedziałam im całą historię, po czym udałyśmy się na pierwsze zajęcia, które prowadzi Angie. Dzisiaj piątek, więc nasza nauczycielka opowiadała o muzykach z okresu renesansu. Lekcja szybko minęła, ale to pewnie dlatego, że nie byłam na niej skupiona. W klasie byli wszyscy uczniowie, starzy jak i nowi. Brakowało tylko Leona. Andres powiedział, że od wczoraj nie może się do niego dodzwonić. Szczerze mówiąc, to martwię się o niego, tylko staram się tego nie okazywać.


Leon

Dzisiaj zostałem w domu. Dlaczego? Nie wiem, jak ja spojrzę teraz Violettcie w oczy. Nie widziałem jej 7 lat, myślałem, że nigdy już jej nie zobaczę, tak cholernie mi jej brakowało, a kiedy się pojawia ja wszystko niszczę.
-Leon, jest już godzina 13, proszę cię wyjdź z łóżka i może chociaż idź do parku na spacer, świeże powietrze dobrze ci zrobi. -Ehh, tak to jest kiedy mama ma wolne.    
-To wszystko jest bezsensu.
 -Masz gościa. -Mmm, ciekawe kto chce odwiedzić taką osobę jak ja. Nagle ktoś wtargnął do mojego pokoju.
-Leon, przyszedłem do ciebie, bo nie odbierasz moich telefonów, marnujesz tylko czas w tym łóżku. Dlaczego nie pójdziesz do niej i z nią nie porozmawiasz, przeprosisz ?
-Andres...
-Nie Leon, pamiętasz, ja też się z tobą przyjaźnię. Może to cię zaskoczy, ale wszyscy ze Studia się o ciebie martwią. Nawet Violetta, chociaż próbowała to ukryć. Wiesz co jest najlepsze, że twoja dziewczyna nawet o tobie nie wspomniała, tylko pojechała do galerii, po nowe buty. Zastanów się co robisz, bo ranisz nie tylko bliskie ci osoby, ale też siebie.
-Andres, od kiedy ty jesteś taki mądry, co ? Jeszcze dwa dni temu mówiłeś, że kosmici ci telefon zabrali.
-Wiesz co, ja idę, a ty sobie to wszystko na spokojnie przemyśl.




_______________________________________________________________________

Przepraszam, że dopiero teraz, ale ostatnio mało byłam w domu, nauka, bierzmowanie i nie dałam rady. Mam nadzieję, że wam się spodoba, dziękuję wszystkim czytelnikom tego bloga i zachęcam do komentowania, bo chcę poznać wasze opinie. ~Destino


sobota, 10 maja 2014

Rozdział V


Violetta
Dzisiaj ważny dzień. Przesłuchanie. Ubrałam się, zjadłam śniadanie i wyszłam z domu. Nigdzie nie mogłam znaleźć Angie, pewnie jest już w Studio 21. W krótkim czasie dotarłam do szkoły. Chciałam się wycofać, garnął mnie strach i panika.
-Viola, spokojnie, oddychaj. Dasz radę.
-Dzięki, ale ja nie dam rady. Jestem beznadziejna.
-Violetta Castillo, twoja kolej. -usłyszałam głos należący do jednego z egzaminatorów.
-No chodź Viola.
-Ale ja się sama boję.
-Kto powiedział, że sama. My idziemy z tobą. -Camila i Fran grały na basie i gitarze a Maxi na perkusji.
Dużo uczniów zebrało się przy drzwiach. Spojrzałam na nauczycieli, Pablo, Beto, Gregorio i ...Angie. Dlatego nie mogłam jej znaleźć rano. W drzwiach stał Antonio.  Zaczęłam śpiewać. Muzyka mnie poniosła. Nim się obejrzałam, był już koniec. Byłam szczęśliwa.
-Violetta, byłaś rewelacyjna.
-To wasz zasługa.
-Nie przesadzaj, a teraz znikaj, bo czeka cię jeszcze egzamin z tańca i gry na pianinie. Najpierw pianino. Nie poszło tak źle. Beto powiedział, że byłam fenomenalna. To naprawdę szalony nauczyciel, pomylił długopisy z paluszkami, ale bardzo go lubię.
-Viola, za 5 minut masz egzamin z tańca. Nie martw się. Zatańcz tak jak na próbie.
-Wyobraź sobie, że ja, albo Maxi to Gregorio -powiedział Brodway
-A jak się przewrócę ?
-Nie histeryzuj, tylko wskakuj na parkiet. -weszłam do sali. Nogi trzęsły mi się niemiłosiernie. Gregorio pokazał mi układ taneczny, który miałam za nim powtórzyć.
-Raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem. - nauczyciel trochę krzyczał, ale nie było tak źle. W trakcie tańca zauważyłam, że Angie trzyma kciuki i posyła mi promienny uśmiech, zresztą tak samo jak moi przyjaciele,  którzy stali w drzwiach. Z daleka dostrzegłam, że przygląda mi się czteroosobowa grupa. Z nich kojarzę tylko Andresa. To pewnie te "gwiazdeczki" o których opowiadała Fran.
-Wystarczy, wyniki za godzinę . -wyszłam z sali, chłopacy zaczęli mi gratulować. Całą paczką poszliśmy do Resto.
-Hej Luca, przynieś nam 5 soków pomarańczowych.
-Eh, no dobra, ale potem mi pomagasz.
-No dobra, a tak wgl to Violetta, przyszła uczennica Studio 21.
-Miło mi ciebie poznać.

-Mi ciebie również.
-A więc ty też masz talent muzyczny, może coś zaśpiewasz ?
-Luca, nie męcz Violi. Dopiero miała przesłuchanie.
-No dobra, ale obiecasz, że coś zaśpiewasz  ?
-Luca, co ja powiedziałam ?
-Spokojnie Fran, zaśpiewam.
-Świetnie. -Luca cały szczęśliwy wrócił do kuchni.
-Hej, słuchajcie, za 5 minut ogłoszą wyniki, idziemy ? -wszyscy zdezorientowani spojrzeli na Cami, a potem na mnie. Szybko wyszliśmy z baru i poszliśmy do szkoły. Wyniki już były, to ten moment. Razem z przyjaciółmi podeszłam pod tablicę.
-Dostałam się, nie wierzę, na prawdę się dostałam. -niestety moje szczęście nie trwało długo.



-Ooo, widzę, że kolejne beztalencie dołączyło do waszej paczki.
-Ludmiała, przestań. Ona ma 100 razy większy talent niż ty.
-Moja Ludmi ma zawszę rację. Zresztą co ona może umieć, jest taka sama jak wy wszyscy. Nic nie warta.-powiedział chłopak Ludmiły a mi zrobiło się smutno.





-Verdas, zamknij się. -powiedział Maxi.
-Leon, Maxi ma rację, nawet jej nie znasz. -powiedział Andres. Dopiero to do mnie dotarło.
'Bawiłam się sama w piaskownicy, w pewnej chwili podszedł do mnie pewien chłopiec.


-Cześć, nazywam się Leoś Verdas.
-A ja Violetta, Violetta Castillo.
-Miło mi ciebie poznać, dlaczego nie bawisz się z innymi dziećmi?
-Nie lubią mnie, nie mam przyjaciół.

-Nie smuć się, teraz masz mnie. Jeśli tylko chcesz zostanę twoim przyjaciele.
-Dobrze. '


Złapałam się za naszyjnik, ten sam który kilka lat temu dostałam od mojego przyjaciela, ...Leona. Mimowolnie, jedna łza spłynęła po moim policzku. Spuściłam głowę na dół i wybiegłam ze Studia.


Leon

-Violetta, Violetta, poczekaj. -krzyczała Francesca, Trochę mnie zdziwiło zachowanie tej całej Violetty.
-I widzisz, co zrobiłeś, tego chcesz, niszczyć ludzi ? -krzyknęła Camila i razem z Fran wybiegła ze szkoły. Spojrzałem na tablicę z wynikami i przeczytałem. "Violetta Castillo"
'-Violetta, pamiętaj, jesteś moją najlepszą przyjaciółką na świecie i nikt, ani nic tego nie zmieni.
-Obiecujesz ?
-Tak, wiesz, że jesteś dla mnie bardzo ważna, jesteś dla mnie jak siostra. Jak ci się coś stanie, nigdy sobie tego nie daruję. za wiele dla mnie znaczysz.
-Jesteś wspaniały. Nasza przyjaźń przetrwa na zawsze, pamiętaj.'
I teraz wszystko do mnie dotarło. -Vilu.-wyszeptałem po cichu i wybiegłem ze Studia.

_________________________________________________________________________________
Będzie mi bardzo miło jeśli ktoś skomentuję, bardzo mi zależy na waszych opiniach.
 Przepraszam, że nic nie dodawałam, ale miałam bierzmowanie i do późnych godzin siedziałam przez cały tydzień na próbach w kościele.
Kolejny rozdział może pojawi się jeszcze dzisiaj *______*

poniedziałek, 5 maja 2014

Rozdział IV


Violetta
Dzisiaj umówiłam się z Fran i Cami, że pomogą mi przygotować się do egzaminu ze śpiewu. Popołudniu będą mi pomagać w grze na instrumentach, a jutro rano chłopacy pomogą mi wymyślić jakiś układ taneczny. Postanowiłam, że zaśpiewam "En mi mundo". Opowiedziałam tacie o moich nowych znajomych i muszę przyznać, że się ucieszył.

 Jestem  już w Studio w sali od śpiewu i czekam na dziewczyny. Postanowiłam trochę pośpiewać, póki jestem sama.

   
Leon
Właśnie wchodziłem do studio. W pewnym momencie usłyszałem, że ktoś śpiewa. Ta osoba, a raczej dziewczyna jest naprawdę dobra. Nigdy nie słyszałem, w studio tego głosu, ale wydaje się znajomy. Jeszcze ten tekst. Czuję się jak by to było jakieś deja vu. Chciałem zobaczyć kto to, ale niestety zawołała mnie Ludmi. Nie powiem jej o tym, bo tylko ona jest gwiazdą tego studia, a nie chcę żeby znowu wpadała w furię. Biedna Naty, ostatnim razem Ludmiła tak była wściekła, że rozwaliła telefon przyjaciółki.
-Leon, gdzie ty się podziewasz ? -poje rozmyślenia przerwała moja dziewczyna -Jesteś mi potrzebny i to teraz.
-W czym tym razem ?
Leon, czy ty nie zapomniałeś z kim rozmawiasz? Nie tym tonem to supernovej, a po za tym pić mi się chce.
-Już lecę. -Eh, czyli Ludmi ma dzisiaj zły humor, suuuper. Ten dzień jest jakiś dziwny.

Violetta


Akurat przyszły dziewczyny, kiedy skończyłam śpiewać. Poprosiły mnie, żebym im zaśpiewała bo one jeszcze nie słyszały, więc tak też uczyniłam.
-Violu, musisz popracować nad tempem, a tak po za tym, jesteś genialna. Jak zaśpiewasz tak jak przed chwilą to na 100% się dostaniesz.
-Cami, nawet nie wiesz jak się boję.
-Spokojnie, ja jestem pewna, że dasz radę. -Wyszłyśmy z sali i podążałyśmy wzdłuż korytarza prowadzącego do innych sal. W pewnym momencie zauważyłam, że jakieś dwie dziewczyny od dłuższego czasy się na mnie gapią i muszę przyznać, że jak by wzrok zabijał, to już dawno leżałabym martwa na ziemi.
-Fran, kto to jest ? -zapytałam, kiedy byliśmy już w bezpiecznej odległości
-To nasz 'gwiazda' Ludmiła i jej służąca, Natalia
-Chyba mnie nie polubiły.
-Nie przejmuj się nimi. One każdego tak traktują, uważają się za lepsze i każdego traktują z góry. Najgorzej jest, jak koło Ludmi pojawia się jej książę z bajki. Jest bardzo arogancki, w sumie to Ludmiła w męskim wydaniu. Przyjaźni się z Andresem już od wielu lat. On uważa, że nasz książę taki nie był, to Ludmiła go zmieniła, ale ja nie jestem tego taka pewna.
- To się para dobrała. Wiesz, ja jak na razie nie chcę spotkać.
-Nie martw się, trzymaj się z nami a będzie dobrze. To co idziemy teraz do chłopaków ?
-Okej.


-To co, zaczynamy, raz, dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem i osiem,
 raz, dwa, trzy, cztery,... -mówi Maxi                                                                      
-Brawo Viola, taniec masz we krwi.
-Dzięki Brodway. To znaczy, że na dzisiaj koniec ?
-Tak, zasłużyłaś na odpoczynek.
-Dzięki, nie wiem, co bym bez was zrobiła. - i w tym momencie zrozumiałam, co to znaczy mieć prawdziwych przyjaciół. Podbiegłam do każdego i się przytuliłam a następnie wyszłam z sali.
-O Viola, gdzie idziesz? -przede mną pojawiła się Camila
-Idę do domu, Olga ugotowała obiad i będzie zła jak nie przyjdę, a po za tym chcę jeszcze poćwiczyć grę na pianinie. Może wpadniesz do mnie z Fran wieczorem ? Tutaj masz mój adres.
-Pewnie, to co, może być 18 ?
-Mi pasuje, do zobaczenia. - ucałowałam przyjaciółkę w policzek na pożegnanie i ruszyłam w stronę domu. Ponieważ miałam jeszcze chwilę czasu, wybrałam dłuższą drogę, przez park. Pamiętam, że dawniej, codziennie tu przychodziłam. Nagle w cieniu drzewa zauważyłam białą ławkę. To właśnie na niej, dzień w dzień przesiadywałam z moim przyjacielem. Szkoda, że nie mogę się cofnąć w czasie, anie że już nigdy go nie zobaczę.
Przyspieszyłam kroku by być na czas w domu.
-O Violetta, jak dobrze, że jesteś. Zaraz podaję obiad. -cała Oligita, usiadłam do stołu kiedy nagle koło mnie pojawił się mój tata.
-Jak ci minął dzień ?
-Świetnie, przyjaciele pomagali mi się przygotować do przesłuchania. A właśnie, nie będziesz miał nic przeciwko, jak o 18 przyjdzie do mnie Camila i Francesca ?
-Nie, tylko nie siedźcie do późna. Jutro ważny dzień, musisz sie wyspać.
-Tak tatoo, wiem. Nie martw się.

Godzina 18.00

-Viola, Cami i Fran przyszły.
-Hej dziewczyny, zapraszam. Miło, że przyszłyście.

 

"Wspaniale się bawię w towarzystwie Fran i Cami. Opowiadały mi o sobie, o studio, o jutrzejszym dniu, ja opowiedziałam im o sobie, ćwiczyłyśmy a na koniec zaczęłyśmy się wygłupiać i przeprałyśmy się w srtoje sceniczne mojej mamy i śpiewałyśmy do szczotek do włosów. Niestety nastał późny wieczór i musiały wracać do domu. Mam nadzieję, że takich dni jak dzisiejszy będzie więcej."




niedziela, 4 maja 2014

Rozdział III

-Violetta, wstawaj. Śniadanie na stole. - O rany. Zaspałam. Szybko wyleciałam z łóżka i pobiegłam do łazienki. Wykonałam poranne czynności i zeszłam na dół. Muszę przyznać, że wyrobiłam się w rekordowym tempie. Po posiłku razem z Angie wyszłyśmy z domu.
-Angie, a jeśli coś pójdzie nie tak, nie zdam egzaminów to się nie dostanę. -powiedziałam smutna i szłam dalej przed siebie.
-Nie bój się, dasz radę. Ja w ciebie wierze, a po za tym te przesłuchania nie są takie trudne i straszne. Spójrz, jesteśmy już na miejscu.

Rozejrzałam się dookoła. Pełno tu ludzi tańczących, śpiewających i z uśmiechem na twarzy.
-Violu, ja idę do środka kogoś poszukać a ty się rozejrzyj, dobrze?
-Pewnie.-rzuciłam na pożegnanie i powolnym krokiem ruszyłam w stronę budynku.Niepewnie weszłam do środka. Wszystko jest tutaj takie kolorowe
-Violetta ? -usłyszałam swoje imię, niepewnie się odwróciłam i ujrzałam uśmiechniętego staruszka.
-Przepraszam , ale skąd pan zna moje imię ? -grzecznie się zapytałam. Nie musiałam długo czekać na odpowiedz.
-Widzę, że mnie nie pamiętasz. Jestem Antonio, dyrektor tego studia. Dawniej uczyłem twoją mamę.
-Antonio, przepraszam, nie poznałam cię.Tyle lat mnie tu nie było, pamiętam jak byłam mała. Uwielbiałam tutaj przychodzić.
-Tak, też pamiętam. Jesteś bardzo podobna do twojej mamy, jak dwie krople wody.
-Dziękuję.
-Angie opowiadała mi, że przyjeżdżacie. Co tam u twojego taty słychać ?
-Dobrze tylko cały czas praca i praca.
-Zapiszesz się do studia ?
-Tak, ciocia mnie do tego namówiła, tylko boję się, że się nie dostanę. A właśnie, widziałeś może Angie ?
-Zapewne jest u Pablo, a co do egzaminu to się nie martw, napewno się dostaniesz. Chodź, zaprowadzę cie do nich. - szliśmy przez studio do jakiegoś gabinetu.
-Violetta, Antonio, jak dobrze, że jesteście. Proszę, oto twoje papiery. Musisz je wypełnić i zapraszamy na przesłuchanie.
-Dziękuję.
-Mnie pewnie nie pamiętasz, jestem Pablo, przyjaciel Angie i zarazem dyrektor Studia. Czuj się tutaj jak u siebie w domu i powodzenia na egzaminach. Mam nadzieję, że dasz z siebie wszystko.
-Dziękuję. To ja może pójdę pozwiedzać, a tak właściwie przypomnieć sobie, co gdzie jest. -wszyscy się zaśmialiśmy, po czym ja wyszłam z gabinetu . Ruszyłam w kierunku sali muzycznej mojej cioci. Chciałam zacząć grać, ale ktoś wbiegł do sali.
-O, przepraszam. Pewnie ci przeszkodziłam. -powiedziałam szatynka z dziwnym akcentem
-Nic się nie stało.-uśmiechnęłam się.
-Hej, nigdy cię tu nie widziałam, jesteś nowa ?
-Tak właściwie jeszcze się tu nie uczę, za 2 dni mam egzaminy.
-A tak wgl to jestem Francesca Restó, ale mów mi Fran. Miło mi ciebie poznać.
-Jetem Violetta Castillo, ale możesz mi mówić Viola.
-Twoja mama to Maria Saramego ?
-Tak, ona też się uczyła w tej szkole, Antonio był jej nauczycielem.
-Na 100% się dostaniesz, ale z chęcią ci pomogę, jeśli masz taką ochotę.
-Naprawdę, to bardzo miłe z twojej strony. Dziękuję.
-Chodź, poznasz moich przyjaciół.
-Przyjaciół ?
-Tak, coś się stało? -Fran zapytała z wyraźną troską
-Nie po prostu od kilku last się z nim nie przyjaźniłam.
-Hej, rozchmurz się teraz masz już mnie. Chodź, poznasz resztę.
-Dziękuję.-w tym momencie na mojej twarzy zakwitł promienny uśmiech. Razem z Fran ruszyłyśmy przed Studio i szłyśmy w kierunku grupki osób siedzącej na ławce.
-Hej wszystkim, to jest Violetta.
-Viola, poznaj moich przyjaciół, od teraz to są też twoi przyjaciele.-wszyscy się do mnie przyjaźnie uśmiechnęli -To jest Maxi, Camilla, Brodway, a to Andres, ale pewnie zaraz pójdzie do drugiej grupy. W naszej paczce jest też Tomas i Marco. Marco ma brata, ale ten trzyma się od każdego z daleka. Jest typem samotnika.
-Cześć Violetta, miło nam cię poznać- krzyknęli wszyscy, a mi się aż ciepło na sercu zrobiło. Każdy z nich mi o sobie opowiadał, a na koniec ja opowiedziałam o sobie. Pokazali mi też Resto, rodzinną knajpę Fran. Od teraz należę do ich paczki. Pod koniec tego wspaniałego dnia, wykonałam krótki wpis do pamiętnika i położyłam się spać.




sobota, 3 maja 2014

Rozdział II

"Kto by pomyślał, że pierwszy dzień w starym domu będzie taki zaskakujący. Znów jest przy mnie Angie, czuję cząstkę mamy, otaczają mnie ludzie, których kocham i wszystko tu jest tak ja to zostawiliśmy.Kolejnym zaskoczeniem jest to, że przeglądając szuflady w moim pokoju znalazłam stary zeszyt. Cosię jeszcze wydarzy w moim życiu ? "Skończyłam pisać w pamiętniku.Chwyciłam ten zeszyt i otworzyłam na pierwszej stronie. Moim oczom ukazał się tekst piosenki. Pamiętam jak by to było wczoraj:
"-Mamo, mamo, pomożesz nam ?
 -Pewnie kochanie, a co się stało ?
 -Bo ja i Leoś chcieliśmy napisać piosenkę, taką jakie ty śpiewasz i nawet mamy słowa, ale niedokońca nam się udaje je zapisać.-mama w tym momencie się uśmiechnęła, chwyciła zeszyt, długopis i notowała wszystko co jej mówiliśmy.
-Ta piosenka będzie idealna, kto by pomyślał, że tak małe dzieci potrafią coś takiego wymyślić. Kiedyś to będzie hit. A teraz was przepraszam ale muszę się pakować." Kolejnego dnia moja mama wyjechała i to był ostatni raz kiedy ją widziałam. Po moim policzku zaczęły lecieć łzy. Nawet ich nie ścierałam. Nie oznaczały one bezsilności, ale tęsknotę za tak wspaniałą osobą, jak moja mama i najlepszym niegdyś przyjacielem, który zaginął wraz z rodziną bez słowa. Chwyciłam zeszyt do ręki i zaczęłam śpiewać tą piosenkę przed lustrem.

Ahora, sabes qué
Yo no entiendo lo que pasa
Sin embargo sé
Nunca hay tiempo para nada
Pienso que no me doy cuenta y le doy
mil una vueltas
Mis dudas me cansaron ya no espera

Y vuelvo a despertar en mi mundo
siendo lo que soy
Y no voy a parar ni un segundo,
mi destino es hoy
Y vuelvo a despertar en mi mundo
siendo lo que soy
Y no voy a parar ni un segundo,
mi destino es hoy

Nagle przestałam śpiewać i się odwróciłam.
-Śpiewasz identycznie jak twoja mama, dlaczego mi o tym nie powiedziałaś ?
-Nie ukrywałam tego, zawsze myślałam, że nie mam takiego talentu ja mama. Czasem z babcią śpiewałam, bo bałam się że ...ty tego nie zaakceptujesz i ci się nie spodoba.
- Kochanie, nawet tak nie mów. Nie zabronię ci śpiewać a zwłaszcza kiedy drzemie w tobie taki potencjał. Twoja matka na pewno bardzo by się ucieszyła, że rozwijasz się muzycznie, dlatego ja i Angie mamy dla ciebie niespodzianki.
-Dla mnie? Ale co takiego ? - spojrzałam na niego lekko zmieszana tą sytuacją.
-Twój tata i ja, chcemy żebyś chodziła do prestiżowej szkoły muzycznej. - nie wierze, czy ona powiedziała to naprawdę ?
-Ale, że do Studio 21, tam gdzie mama się uczyła ?
-Tak, właśnie tam.
-Jeeny, dziękuję, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy.
-Nie wiem czy pamiętasz, ale Angie tam uczy, więc będzie miała na ciebie oko. Popołudniu będziesz miała lekcje z guwernantką.
-No okej, ale jak będziesz mi wybierał nauczycielkę to ja ci pomagam, bo pani Rose miała jakieś sny na jawie i myliła mnie ze swoimi wnuczkami .
- O to się nie martw, guwernantkę masz już wybraną. Będzie nią Angie. - powiedział mój kochany tata a ja się przytuliłam do dwójki. Tak bardzo ich kocham. Czy oni czytają mi w myślach ? Oderwałam się od nich i pokazałam rząd moich śnieżno białych ząbków. -Viola, to jeszcze nie koniec dobrych wieści. Mianowicie jesteś już duża no i proszę, to dla ciebie. Tutaj znajdziesz pytania na twoje odpowiedzi.-German wręczył mi klucz. Chyba wiem do czego on jest. Wybiegłam z pokoju i skierowałam się długim korytarzem w prawą stronę. Włożyłam klucz do drzwi i moim oczom ukazały się schody. Kiedy już je pokonałam, znalazłam się w raju. Tu jest cudownie. Tak, jest to pokój mojej mamy, Mari. Angie i tata nie szli za mną, pewnie wiedzieli, że chcę pobyć sama. Zaczęłam przeglądać wszystkie suknie, albumy, wszystko co było w zasięgu moich rąk. W pewnym momencie, znalazłam coś wyglądającego jak notes w skórzanej oprawie. Otworzyłam go, a w środku napis 'własność Marii Saramego'. To pamiętnik mojej matki. Zaczęłam go czytać. To jak ona opisywała wszystkie najważniejsze zdarzenia, uczucia, teksty piosenek było niesamowite. Nie zauważyłam, kiedy ktoś wszedł do środka.
-Violetta, już późno, a jutro ty i ciocia idziecie do Studia.
-Przepraszam, zasiedziałam się.
-Nic nie szkodzi. Widzę, że już znalazłaś pamiętnik. -Mój tata spojrzał na przedmiot a potem na mnie i się lekko uśmiechnął, mówiąc - Weź go. Twoja mama się z nim nie rozstawała, nosiła go wszędzie. Kiedyś jak się zgubił, omal nie popadła w depresje. Na szczęście Olga go znalazła.
- A gdzie się podziewał ?
-Twoja mama chciała pomóc Olgicie, chciała zrobić pranie i przypadkowo wrzuciła pamiętnik do kosza na brudną bielizną. Całe szczęście, że się nie wyprał. -Razem z tatą się zaśmiałam. -Wiesz, to właśnie ty byłaś głównym tematem w tym pamiętniku. Mam nadzieję, że jak go przeczytasz, to zyskasz chociaż cząstkę mamy.
-Dziękuję tato, to tyle dla mnie znaczy...
-Chcę żebyś wreszcie była szczęśliwa. Naprawdę nie masz za co dziękować. -tata na mnie spojrzał i dodał - a teraz idź już spać, bo będziesz zmęczona. Dobranoc. -podszedł do mnie i pocałował w policzek. Obydwoje wyszliśmy z pokoju i każdy rozszedł się w swoje strony.

Rozdział I

Minęło 7 lat. Przez ten czas dużo się zmieniło w życiu Violetty. Krótko po wyjeździe chłopca ona, wraz z Germanem przeprowadziła się do Madrytu, gdyż firma jej ojca w bardzo szybkim czasie powiększyła się, aż w końcu osiągnęła globalny charakter. Po wyjeździe z rodzinnego miasta, pogorszył jej się kontakt z ciotką Angie, która nie mogła z nimi wyjechać. Po utracie przyjaciela, dziewczynka stała się bardzo nie ufna. Tak naprawdę miała tylko przy sobie babcię Angelikę, bo z ciocią mogła tylko rozmawiać przez telefon a ojciec rzadko bywał w domu, a jak już to był zawalony papierami. Mimo słabego kontaktu z dzieckiem, German widział, że jest jej ciężko. Chciał by znalazła sobie przyjaciół, ale to nie było takie łatwe. Angelika mieszkała niedaleko wnuczki, więc codziennie się widywały. Dzięki niej, Violetta nie popadła w depresje tylko szła przed siebie, wiedząc, że nie na wszystkich może liczyć. Babcia pomagała jej powrócić do śpiewania. Była dla dziewczynki podporą, przyjaciółką, babcią i rodziną. Od samego rana dziewczyna miała prywatne lekcje z guwernantką. Wszystko było dobrze, tylko Madryt to nie Buenos Aires. Viola tęskniła za tamtym miastem, ciotką Angie, domem, no i przyjacielem, który przepadł bez śladu. Dzień w dzień, na szyi dziewczynki wisiał łańcuszek, który dostała od Verdasa na urodziny. Był dla niej bardzo cenny. Jednak czas na zmiany .

'Dzisiaj jest wielki dzień. Bardzo się boję, ale mam nadzieję, że moje życie zmieni się o 180 stopni. Właśnie lecimy z tatą do Buenos Aires, do naszego domu. Olga i Ramallo już na nas czekają. Tak za nimi tęskniłam, a teraz będę miała ich na co dzień. '
- Viola, zapnij pasy. -z moich rozmyśleń wyrwał mnie tata. No tak, jak zwykle pisałam w moim pamiętniku. Odziedziczyłam to po matce, tak jak zamiłowanie do muzyki oraz urodę. -Violetta, idziesz? Już wylądowaliśmy. - no tak a ja jak zwykle myślę o niebieskich migdałach.
- Tak, przepraszam. Zamyśliłam się
- No dobrze. Chodź już.

Wyszłam z samolotu. Mimowolnie się uśmiechnęłam, w końcu nie było mnie tu 7 lat. Razem z tatą wzieliśmy walizki i udaliśmy się na parking, gdzie miał na nas czekać Ramallo. Nie musieliśmy długo czekać. Już po chwili byliśmy pod domem. Gdy tylko Olga usłyszała dźwięk parkującego samochodu, od razu wybiegła przed posesję. Tuliłyśmy się chyba z 10 minut, aż Ramallo wkroczył do akcji z tekstem "przestrzeń osobista Olgo". Śmiać mi się chciało. Tyl lat minęło a on dalej swoje. W domu nic się nie zmieniło. Jeszcze raz się dokładnie wszystkiemu przyjrzałam i pobiegłam do mojego starego pokoju. Mój mały różowo-fioletowy pokoik. Podeszłam do biurka i chwyciłam za ramkę ze zdjęciem, na którym byłam ja i Leon.





 Po moim policzku poleciały zleciała łza. Powolnym krokiem podeszłam do lustra.
- Jeej, to lustro było kiedyś  takie ogromnee.
-Urosłaś i wyglądasz zupełnie jak twoja mama kiedy była w twoim wieku. -nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.
- Angie, to naprawdę ty! Tak za tobą tęskniłam. -przytuliłyśmy się
- Też za tobą tęskniłam, German mówił, że przyjedziecie. Myślałaś, że nie przyjdę się przywitać z moją najukochańszą siostrzenicą ?
- Bardzo mi ciebie brakowało.
- Spokojnie, teraz będziemy się widywać codziennie. - na mojej twarzy wykwitł szczery uśmiech
- A teraz chodź, bo jak nie zejdziemy na obiad to Olga się obrazi.
- Okej. - w ten sposób minął mi pierwszy dzień w rodzinnym mieście