sobota, 3 maja 2014

Rozdział I

Minęło 7 lat. Przez ten czas dużo się zmieniło w życiu Violetty. Krótko po wyjeździe chłopca ona, wraz z Germanem przeprowadziła się do Madrytu, gdyż firma jej ojca w bardzo szybkim czasie powiększyła się, aż w końcu osiągnęła globalny charakter. Po wyjeździe z rodzinnego miasta, pogorszył jej się kontakt z ciotką Angie, która nie mogła z nimi wyjechać. Po utracie przyjaciela, dziewczynka stała się bardzo nie ufna. Tak naprawdę miała tylko przy sobie babcię Angelikę, bo z ciocią mogła tylko rozmawiać przez telefon a ojciec rzadko bywał w domu, a jak już to był zawalony papierami. Mimo słabego kontaktu z dzieckiem, German widział, że jest jej ciężko. Chciał by znalazła sobie przyjaciół, ale to nie było takie łatwe. Angelika mieszkała niedaleko wnuczki, więc codziennie się widywały. Dzięki niej, Violetta nie popadła w depresje tylko szła przed siebie, wiedząc, że nie na wszystkich może liczyć. Babcia pomagała jej powrócić do śpiewania. Była dla dziewczynki podporą, przyjaciółką, babcią i rodziną. Od samego rana dziewczyna miała prywatne lekcje z guwernantką. Wszystko było dobrze, tylko Madryt to nie Buenos Aires. Viola tęskniła za tamtym miastem, ciotką Angie, domem, no i przyjacielem, który przepadł bez śladu. Dzień w dzień, na szyi dziewczynki wisiał łańcuszek, który dostała od Verdasa na urodziny. Był dla niej bardzo cenny. Jednak czas na zmiany .

'Dzisiaj jest wielki dzień. Bardzo się boję, ale mam nadzieję, że moje życie zmieni się o 180 stopni. Właśnie lecimy z tatą do Buenos Aires, do naszego domu. Olga i Ramallo już na nas czekają. Tak za nimi tęskniłam, a teraz będę miała ich na co dzień. '
- Viola, zapnij pasy. -z moich rozmyśleń wyrwał mnie tata. No tak, jak zwykle pisałam w moim pamiętniku. Odziedziczyłam to po matce, tak jak zamiłowanie do muzyki oraz urodę. -Violetta, idziesz? Już wylądowaliśmy. - no tak a ja jak zwykle myślę o niebieskich migdałach.
- Tak, przepraszam. Zamyśliłam się
- No dobrze. Chodź już.

Wyszłam z samolotu. Mimowolnie się uśmiechnęłam, w końcu nie było mnie tu 7 lat. Razem z tatą wzieliśmy walizki i udaliśmy się na parking, gdzie miał na nas czekać Ramallo. Nie musieliśmy długo czekać. Już po chwili byliśmy pod domem. Gdy tylko Olga usłyszała dźwięk parkującego samochodu, od razu wybiegła przed posesję. Tuliłyśmy się chyba z 10 minut, aż Ramallo wkroczył do akcji z tekstem "przestrzeń osobista Olgo". Śmiać mi się chciało. Tyl lat minęło a on dalej swoje. W domu nic się nie zmieniło. Jeszcze raz się dokładnie wszystkiemu przyjrzałam i pobiegłam do mojego starego pokoju. Mój mały różowo-fioletowy pokoik. Podeszłam do biurka i chwyciłam za ramkę ze zdjęciem, na którym byłam ja i Leon.





 Po moim policzku poleciały zleciała łza. Powolnym krokiem podeszłam do lustra.
- Jeej, to lustro było kiedyś  takie ogromnee.
-Urosłaś i wyglądasz zupełnie jak twoja mama kiedy była w twoim wieku. -nie mogłam uwierzyć w to co słyszę.
- Angie, to naprawdę ty! Tak za tobą tęskniłam. -przytuliłyśmy się
- Też za tobą tęskniłam, German mówił, że przyjedziecie. Myślałaś, że nie przyjdę się przywitać z moją najukochańszą siostrzenicą ?
- Bardzo mi ciebie brakowało.
- Spokojnie, teraz będziemy się widywać codziennie. - na mojej twarzy wykwitł szczery uśmiech
- A teraz chodź, bo jak nie zejdziemy na obiad to Olga się obrazi.
- Okej. - w ten sposób minął mi pierwszy dzień w rodzinnym mieście




1 komentarz: